naiwny-pedal blog

Twój nowy blog

***

6 komentarzy

it will be seen that, as used, the word ‘fascism’ is almost entirely
meaningless. in conversation, of course, it is used even more wildly
than in print. i have heard it applied to farmers, shopkeepers, social
credit*, corporal punishment, fox-hunting, bull-fighting, the 1922
committee**, the 1941 committee***, kipling, gandhi, chiang kai-shek,
homosexuality, priestley’s broadcasts****, youth hostels*****,
astrology, women,
dogs and i do not know what else.

george orwell „what is fascism?”
http://www.orwell.ru/library/articles/As_I_Please/english/efasc

*
http://en.wikipedia.org/wiki/Social_Credit_Party_of_Great_Britain_and_Northern_Ireland

**
http://en.wikipedia.org/wiki/1922_Committee

***
http://en.wikipedia.org/wiki/1941_Committee

****
http://en.wikipedia.org/wiki/J._B._Priestley

*****
http://en.wikipedia.org/wiki/Youth_hostels#.27Youth_Hostel.27_-_beginnings

posiadam wielka umiejetnosc przekonywania. doprowadzilam np. do perfekcji dyskusje z mezem. jesli na poczatku rozmowy maz chce isc do teatru, a ja wolalabym zostac w domu, to na zakonczenie maz namawia mnie usilnie do pozostania w domu, czemu ja sie dla formy troche sprzeciwiam, ale wreszcie ulegam.

stefania grodzienska, wspomnienia chalturzystki

mamo, jesli udalo mi sie to skonczyc, to naprawde musi mi zalezec (bynajmniej nie na pani stefanii). nie rozumiem, co ludzie widza w tworczosci tej damy. troche interesujacych wspomnien z epoki, troche (niewiele, prawde mowiac) humoru i rozwalkowana na maksa (a raczej rozwleczona) krociutka, banalna historyjka. nie dla mnie. teraz dopilnuje, by m. przeczytal swetoniusza. w koncu zawsze chcial to przeczytac.

tylko…

3 komentarzy

…szczesliwe zakochane pedaly zaniedbuja blogaski. :D

z komentarza pod ostatnia notka u deusa.

warmia, owce, schabowe, smazona ryba, lipowa aleja (a nawet dwie), „staropolski” pruski dwor, prowadzil jakby wiozl jajka, poruszajaca rozmowa przy stole noca z piatku na sobote, ruskie pierogi, jajecznica z szynka, „the trip”, klacz, ktora zabila ogiera podczas „seksu”, kawa do lozka o 5.30 rano w poniedzialek (nie, to nie ja zrobilem i przynioslem), muzeum narodowe (wariat, no, ale sam chcialem freaka), wanna, dog argentynski w jego objeciach. zaraz, zaraz… co mi przypomina ten obrazek? aha. kalendarz wloskiego „maxa” na rok 2000.

wiem, zwariowalem.

meller

1 komentarz

mam wrazenie, ze bardziej niz lewackich fanatykow nie cierpie tych, ktorzy uwazaja sie za prawicowych ortodoksow, bo to oni najbardziej osmieszaja to, co dla mnie wazne i cenne. sporo takich krzykaczy pojawilo sie pod tekstem igora janke „meller. naprawde ktos”, opublikowanym na salonie24 po smierci j.e. stefana mellera, bylego ministra spraw zagraniczych najjasniejszej. ci „prawicowcy”, „katolicy” oczerniaja naszego dyplomate tylko dlatego, ze nie byl 100% etnicznym polakiem, zapominajac, ze dla prawicy, dla konserwatystow od pochodzenia wazniejsza jest lojalnosc wobec panstwa. pluja na oslep. pluja na uczciwego czlowieka, ktory nie wahal sie krytykowac srodowiska, z ktorego sie rodzinnie i ideologicznie wywodzil, ktory podwazal schematy myslowe rozpowszechnione wsrod polskich „postepowcow”, ktory po prostu byl przyzwoitym czlowiekiem.

kilka dni przed smiercia ministra pojawil sie w ksiegarniach wywiad z nim przeprowadzony przez michala komara („swiat wedlug mellera”), a kilka gazet przedrukowalo jego fragmenty. naprawde nie trzeba dlugo szukac, by znalezc w nim na przyklad takie szokujace stwierdzenie o 1968 roku:

w marcu znajomi ojca zachowywali się podobnie: odrzucali mozliwosc analizy powojennej historii polski i swojego udzialu w ustanowieniu komunizmu w naszym kraju, a koncentrowali sie tylko na sytuacji biezacej i na swoich krzywdach – w pelnym przekonaniu, ze sa wyrzucani za sprawa antysemityzmu. ja sie z tym nie utozsamialem. mam wiec na ten temat bardzo mieszane uczucia, bo mysle, ze z nielicznymi wyjatkami funkcjonowanie ojca i jego kolegow po wojnie bylo haniebne i glupie.

gdyby to powiedzial ktos z neoendekow, na pewno zostalby rozszarpany przez wyznawcow agory za rzekomy antysemityzm. przeciez zydokomuna to mit…

sporo sie w swoim zyciu naczytalem wspomnien roznych ludzi ze spotkan z jp2. nie pamietam jednak bardziej osobistego, bardziej nieszablonowego opowiadania niz wspomnienie mellera. to nie tylko dowod wielkosci papieza sformulowany przez czlowieka, ktory w ocenie francuskiej rewolucji znajdowal sie po drugiej stronie barykady, to takze potwierdzenie jego wlasnej wielkosci.

zreszta niewazne jest, co mowi meller o tym spotkaniu. wazne jest, ze ambasador rp w paryzu, byly wiceminister spraw zagranicznych rp w lewicowym rzadzie i przyszly ambasador rp w moskwie pojechal do watykanu przed rozpoczeciem trudnej misji w rosji. zyd i „genetyczny” komunista pojechal do starego klechy po… instrukcje. nawet mi wydalo sie to jakies takie… niestosowne.

przy calym zaklopotaniu, nie moglem zauwazyc dwoch rzeczy. jego usmiechu – takiego polaczenia lekkiego rozbawienia (bo rzeczywiscie musialem byc zabawny) i zyczliwego zainteresowania. ale, z drugiej strony, jego oczu, niezwykle uwaznych, bardzo przenikliwych, przeswietlajacych rozmowce na wylot. te oczy zupelnie nie pasowaly do usmiechu. jakby byly z innej twarzy. to bylo spojrzenie kogos, kto bardzo spokojnie, z zaciekawieniem, neutralnie, ale bardzo uwaznie obserwuje rozmowce. usmiech byl zyczliwy, a oko – przenikliwe. ojciec swiety mowil cichutko, musialem sie wytezac caly czas, zeby dobrze uslyszec i zrozumiec.

zaczelo sie od norwida. moj rozmowca dobrze wiedzial, ze interesuje sie norwidem, przede wszystkim jego pobytem w paryzu. on tworczosc norwida znal wysmienicie. potem rozmawialismy, w zwiazku z moimi ksiazkami, o rewolucji francuskiej – o losie ksiezy, i tych mordowanych, i tych, ktorzy podpisali rewolucyjne lojalki… ojciec swiety znakomicie znal historie rewolucji, zadawal pytania ogolne, ale trafne, dokladnie wiedzial, o co pyta. byly tez bardzo szczegolowe o roznice miedzy paryzem a prowincja.

nagle uslyszalem pytanie: – slyszlem, ze pan profesor wybiera sie do moskwy. w tym momencie zrozumialem, jaki jest zwiazek miedzy norwidem, a moskwa. uswiadomilem sobie, ze wlasnie dlatego zostalem zaproszony do watykanu. nastapila potem seria swietnie przygotowanych, bardzo precyzyjnie zadawanych pytan o sytuacje w rosji, w jakim kierunku ta sytuacja bedzie ewoluowac. bylem chyba dosc pesymistyczny. (rozwoj wydarzen potwierdzil, niestety, owczesna diagnoze), nawet w pewnym momencie uslyszalem taki zartobilwy zarzut z ust mojego rozmowcy.

nastepne pytania dotyczyly aktualnej sytuacji i historii kosciola katolickiego. w pewnym momencie zaczelismy rozmawiac o unii. nagle – powiem nieskromnie – zobaczylem, ze mam przed soba czlowieka szczesliwego, z rozpromieniona twarza, ktory moze brac udzial w rozmowie dwoch polskih intelektualistwo, ktorzy czytali mniej wiecej te same ksiazki i chca o tym pogadac.

wlasnie w trakcie tej wymiany zdan spojrzalem na zegarek, bo uswiadomilem sobie, ze zapewne dochodzimy do kresu wyznaczonego czasu rozmowy. musialem spojrzec jeszcze raz, z blizszej odleglosci, bo przeciez nie mialem na nosie okularow. w tym momencie ojciec swiety odsunal pole sutanny, pochylil sie, podstawil mi swoja dlon prawie pod nos. uslyszalem: – panie profesorze, niech pan popatrzy, jaki ja mam ladny zegarek i sie nie chwale.

wlasciwie z trudem opanowalem sie, zeby nie ryknac smiechem. nagle na twarzy ojca swietego zobaczylem szelmowski usmiech. – rozmawiajmy; jesli bede zmeczony, to sam powiem – uslyszalem. wrocilismy do spraw rosyjskich – jakie widze roznice miedzy moskwa a na przyklad irkuckiem. z jednej strony czulem sie troche jak na egzaminie, z drugiej – bylem przekonany, ze jako przyszyly ambasador w rosji musze pokazac, ze mam swoje wyrobione poglady, ze przemyslalem swoja role w moskwie.

papiez sluchal uwaznie; pamietam jedna jego uwage, zebym bardzo dbal o to, aby nie dac sie ponosic emocjom, bo w mojej roli potrzebny jest spokoj. dal mi do zrozumienia, ze nie trzeba mylic stosunkow polsko-rosyjskich z relacjami miedzy moskwa a watykanem. do tej sprawy wracal dwukrotnie.

juz pod koniec rozmowy spytal mnie, czy w dalszym ciagu pisze wiersze. kiedy potwierdzilem, usmiechnal sie i powiedzial: – to dobrze, to bardzo dobrze.

w dalszym ciagu widzialem ten zachwycajacy usmiech i oczy – raz wygladajace przenikliwie, raz skrzace sie szelmowakim blyskiem. ale byly juz chwile ewidentnego zmeczenia, ktore przychodzilo, potem na chwile odplywalo. w pewnym momencie dal mi do zrozumienia, ze juz czas konczyc. zanim zaczal sie podnosic, uslyszalem jeszze: – jutro jest u mnie pan prezydent kwasniewski. ale nie musimy mowic, ze pan tu byl…

zanim wyszedlem, przekonalem sie, ze doskoanle znal moj zyciorys – i historyka, i poety – ale znakomicie orientowal sie tez w mojej aktualnej sytuacji osobistej. skinal reka na jednego z ksiezy; przyniesiono trzy rozance w ladnym puzderku.

teraz musze zrobic mala dygresje. moj zwiazek z ewa mial juz poltora roku; sprawa byla dosc glosna, bo ewa miala rodzine, a ja sie nieprzytomnie zakochalem. wiedzialem, ze chce z nia byc do konca zycia. z roznych powodow nie moglismy wziac slubu. wywolalo to maly skandal w paryzu i w warszawie, chocby ze wzgledu na protokol dyplomatyczny.

(…)

ojciec swiety wreczyl mi pierwszy rozaniec i powiedzial: – to dla pana corki, profesorze. zastanawialem sie, dla kogo sa te dwa pozostale? przeciez nie dla synow. i wtedy slysze: – drugi – dla najblizszej panu osoby. a trzeci: dla jej corki (chodzilo oczywiscie o corke ewy). tak to wlasnie bylo: papiez dostal moje cv, wiedzial, ze zyje w konkubinacie, i mimo to dal mi rozaniec dla ewy. myslalem, ze spadne z krzesla.

potem wstalismy. ojciec swiety wyprostowal sie powolutku. przede mna stal wielki polak, czlowiek o niebywalym uroku. nagle – to byl impuls, nawet nie zdazylem sobie tego wszystkiego przemyslec – powiedzialem: nie wiem, czy ojciec swiety moze mnie poblogoslawic, chociaz nie jestem zwiazany z kosciolem? podniosl glowe i powiedzial – panie profesorze, papiez wszystko moze, tylko nie jest w stanie tak wysoko podniesc reki. zrozumialem: jak walnalem kolanami o podloge, to bolaly mnie jeszcze przez kilka dni. polozyl mi reke na glowie… potem wstalem i nawet sie juz chyba nie odwrocilem. bylem poruszony, mialem lzy w oczach, wstydzilem sie, nie chcialem, zeby widzial. przyspieszylem kroku, zeby szybko wyjsc, i jak nie wyrzne glowa w sciane naprzeciwko… nagle zobaczylem prefekta domu papieskiego, duzo wyzszego ode mnie. usmiechnal sie i powiedzial: – niech sie pan nie przejmuje, ja juz nie takie rzeczy widzialem…

mam nadzieje, ze tam, na lonie abrahama, obydwaj wielcy synowie najjasniejszej dyskutuja tak jak wtedy w watykanie.

j. e.
n
icolas
sarkozy
prezydent
laickiej republiki o tzw. traktacie konstytucyjnym podczas
konwencji
europejskiej jego partii union pour un mouvement populaire (goscmi
byli m. in. merkel, vike-freiberga, rajoy, fini, geremek):

bledem bylo
odwracanie sie plecami do naszej przeszlosci i odrzucanie w pewien
sposob korzeni, ktore sa oczywiste. (…) i niech nikt mi nie mowi,
że podwazam zasade laickosci. wystarczy przeleciec nad francja, by
zobaczyc pokrywajacy ja dlugi plaszcz kosciolow. stwierdzenie, ze w
europie istnieja korzenie chrzescijanskie, to po prostu wyraz
zdrowego rozsadku. odrzucanie tego stwierdzenia to odwracanie sie
plecami do rzeczywistosci historycznej (…).

ce fut une erreur
de tourner le dos a notre passe et de renier, d’une certaine facon,
des racines qui sont evidentes. (…) que l’on ne vienne pas nous
dire que l’on met en cause la laicite. il suffit de survoler la
france pour voir ce long manteau d’eglises et quand meme
dire qu’en europe, il y a des racines chretiennes, c’est
seulement faire preuve de bon sens. refuser de le reconnaitre, c’est
tourner le dos a la realite historique (…).

30 stycznia a.d.
2008

 

nominacje

11 komentarzy

zydzi z hollywood wynagrodzili mi tych kilka tygodni belkotu grossa i belkotu o grossie.

rozmowe z tym „historykiem” w tok fm zapowiadal jingiel przypominajacy fanfary, jakby zaraz sluchacze mieli wysluchac rozmowy prezydentow usa i V republiki z papiezem prowadzona przez paula johnsona. hmmm… to chyba zle porowanie jesli chodzi o te antene. lepsze jest chyba takie: jakby sluchacze mieli zaraz wysluchac rozmowy prezydentow kuby, wenezueli i brazylii (a moze nawet iranu) prowadzona przez noama chomsky’ego.

***

mam wrazenie, ze dzis aktem odwagi jest stwierdzenie, ze czyta sie „po zagladzie” chodakiewicza oraz „sol ziemi” ratzingera, a wyrazem konformizmu jest stwierdzenie, ze czyta sie „strach” grossa i „boga urojonego” dawkinsa. no, ale moge sie mylic. w koncu zyje w agorowym matriksie. tutaj wszyscy wierza w grossa i dawkinsa.

ledger

Brak komentarzy

nigdy nie zapomne jak przytulal sie do zakrwawionej koszuli. troche za pozno sie przytulal.

***

 - wiesz, michal, tak sobie pomyslalem, ze to chyba nie w porzadku, ze tak szybko o nim zapomnialem…
 - przemek, zwariowales… – przerwal mi michal.
 - … ale natychmiast uswiadomilem sobie, ze to nie ja rzucilem go w polowie grudnia, ale on mnie przed dwoma laty – szybko dokonczylem.

***

marcin porzadnie mnie opierdolil za to, ze poszedlem na to sniadanie. a przeciez gdybym nie poszedl, to ta koszula wciaz wisialaby u mnie w szafie, tzn. w popielniczce wciaz bylby resztki tamtego popiolu. i nie zjadlbym ani jednego sniadania z m.

***

symbole. strasznie to dla mnie wazne.

mam wrazenie, ze ktos dal mu do przeczytania instrukcje obslugi mojej skromnej osoby. powiedzial, co lubie, a czego nie lubie. podkreslil, czego sie boje. pokazal, gdzie nacisnac, by wszystko dzialalo bez problemu. zdradzil kazda moja slabosc  („slabosc do”). nauczyl, jak i co powinien do mnie mowic, a nawet co powinien mi spiewac i o ktorej z ksiazek w moim domu powinien powiedziec: „zawsze chcialem to przeczytac”. no i dodal, ze nie powinien zapomniec jej pozyczyc.


  • RSS